wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział I



Prędzej czy później wszyscy mu­simy roz­stać się z przeszłością.
                   Dan Brown


     Wschód słońca z pewnością jest jednym z największych cudów. Choćbym oglądała go nie wiem ile razy,  nigdy mi się nie znudzi.  Ten widok zawsze będzie mi przypominał o nadziei,  która na nowo pojawia się każdego dnia.  Własnie dlatego bardzo lubię moje imię- Łucja. Oznacza ono: narodzona o wschodzie słońca. Nadał mi je krótko po moim urodzeniu-20 sierpnia, około godziny 5 rano-mój ojciec.
     Pierwsze lata mojego życia pamiętam jakby przez mgłę. Chociaż mieszkaliśmy wtedy w tym samym miejscu, w domu niemalże w środku lasu, wszystko było jakieś inne. Lepsze...
    Najwięcej czasu spędzałam z moim tatą. Był to naprawdę wesoły człowiek. Pamiętam,  że miał takie same jak ja złotawe, kręcone włosy i pełno piegów na policzkach. Co wieczór siadał na skraju mojego łóżka i czytał mi coś. Dzięki niemu szybko nauczyłam się czytać.  Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak ważną umiejętnością okaże się to za kilka lat.
     Pewnego dnia wyszedł on z domu i już nigdy nie wrócił. Od tamtego dnia wszystko się zmieniło.  Jedynie książki pozostały takie same, nadal tętniły życiem i radością.  Cała miłość i szczęście nagle zniknęły. Nasz dom zamienił się w chłodne, nieprzyjemne mury, kryjące między sobą śmieci i zakurzone meble.
    Od tamtej pory moja mama większość czasu przesiadywała zamknięta na klucz w swoim pokoju, prawie w ogóle ze mną nie rozmawiając. Ja za to większość czasu czytałam książki. Świat w nich wydawał mi się taki wspaniały, taki wielki.  Właściwie był on dla mnie o wiele ważniejszy od tego realnego,  w którym wszystko było takie nudne i smutne... Lubiłam też rzeźbić twarze w drzewach rosnących w lesie otaczającym dom. Każde drzewo miało własne imię.  Nie mogąc liczyć na towarzystwo mojej mamy,  to właśnie z nimi rozmawiałam.
     Zastanawiało mnie co kryje się za lasem. Czy jest tam jakiś człowiek? Czy książki naprawdę nie kłamią i znajduje się tam tak wiele budynków, ludzi, przygód i ... tego wszystkiego? Czy jest to zbyt piękne, żeby  mogło być prawdziwe? Moja mama powiedziała mi kiedyś, że jest tam tylko zło, że jeśli tam pójdę,  na pewno zginę,  a ona umrze z tęsknoty za mną.  Dlatego nie oddalałam się od domu.
     I pewnie tak  żyłabym już zawsze, gdyby nie ten dzień- 14 listopada. Tej daty nie zapomnę do końca życia.
     Zwykły listopadowy poranek. Dość zimno. Siedziałam wtedy przy kuchennym oknie i czytałam "Tajemniczą wyspę" Juliusza Verne. Czułam się jakbym naprawdę tam była. Jakbym to ja była ma pokładzie tonącego statku. Słyszałam te rozmowy pełne napięcia i przerażenia. "Co robić?" - słyszałam tak wyraźnie, jakby człowiek wypowiadający te słowa stał zaledwie kilka metrów ode mnie. "Otwierać!!!" -wrzeszczał. Chwila...To wcale nie z mojej wyobraźni pochodziły te odgłosy.  Ktoś naprawdę się wydziera. Do moich uszu doszło natarczywe pukanie w drzwi. Chciałam otworzyć, ale z drugiej strony bałam się. Chwilę walczyłam ze sobą,  nie mogąc się zdecydować. "Policja, otwierać!"-krzyczeli. Po krótkiej chwili rozległ się huk. Policjanci wyważyli drzwi.  Przerażona uciekam na górę i ukryłam się w jednym z pokoi. Usłyszałam, że mężczyźni wchodzą po schodach. Zapukali w pierwsze drzwi-te od pokoju mojej mamy. Szczęknął klucz w zamku. Nic nie widziałam, bo bałam się wyjrzeć z mojej kryjówki. Mogłam się tylko domyślać, że weszli do środka. Z pokoju dobiegały urywki rozmowy,  jednak byłam za daleko, by zrozumieć jej sens. Wiem tylko,  że mówili coś o mnie. Słyszałam też stłumiony szloch matki.  Policjanci wyszli,  kiedy zaczęło się już robić ciemno.
     Dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. Za dzień,  może dwa mężczyźni wrócili, kazali nam się spakować i powiedzieli,  że wrócą następnego dnia oraz,  że zamieszkam u mojej ciotki. Włożyłam do walizki najpotrzebniejsze rzeczy i oczywiście parę książek. Rzeczywiście, kolejnego dnia obok domu zaparkowały dwa samochody.  Ktoś kazał mi wsiąść do jednego z nich, a mojej mamie do drugiego.  Nie zastanawiałam się wtedy dlaczego. Byłam za bardzo zszokowana tym wszystkim.  Samochodami,  zamieszaniem i tyloma ludźmi wokoło.  Bałam się, że moja mama miała rację i że teraz obie zginiemy,  ale jednocześnie czułam pewnego rodzaju ciekawość jak tam jest. "Może moja mama się myliła, może nie będzie tak źle?" Nagle coś szarpnęło i samochód wyruszył. Przed oczami miałam oddalający się obraz naszego domu .Tego więzienia niemalże bez wyjścia,  ale miejsca, z którym wiązało się tyle wspomnień. Był przecież wszystkim,  co miałam. Mimo wszystko kochałam go. Nie wiedziałam nic,  poza tym,  że niedługo wszystko się zmieni.

piątek, 24 stycznia 2014

Kilka słów o mnie

Witajcie :)
Może zacznę od przedstawienia się. Jestem Lena... i nie cierpię się przedstawiać.  Ok coś wymyślę. A więc przede wszystkim lubię marzyć i chyba to mi wychodzi najlepiej.  Aha,  lubię jeszcze filozofować,  ale moje przemyślenia zostawiam zazwyczaj dla siebie.  Oczywiście lubię też pisać,  ale ze względu na to,  że mam strasznie słomiany zapadł, zazwyczaj nie kończę tego, co zaczęłam.  Mam nadzieję,  że tym razem będzie jednak inaczej.  A co siw tematu bloga, nie będę Wam nic zdradzać.  Miłego czytania ;)